„Świat Zofii”

Jostein Gaarder

Odpowiedzcie sobie (tylko szczerze!) na pytanie czy przytrafiło wam się kiedyś mieć swojego osobistego nauczyciela filozofii? Brzmi trochę nieprawdopodobnie, ale właśnie to spotkało 14-letnią Zofię Amundsen. W wyniku przypadku, nasza młoda bohaterka poznała niezwykłego Alberta Knoxa, który krok po kroku, epoka po epoce wprowadza ją w niezwykły świat dorobku filozoficznego ludzkości, a my śledzimy perypetie Zofii związane z nauką, aż do niespodziewanego finału. Bez zdradzania szczegółów mogę powiedzieć tylko tyle, że autor bardzo lubi bawić się formą opowiadania. Jeżeli ktoś już czytał, to zrozumie 🙂

Od poglądów Sokratesa po owiany mgłą tajemnicy romantyzm, skończywszy na bliskiej nam współczesności, czytelnicy w łatwy i przystępny sposób dowiadują się o kluczowych poglądach, które zrewolucjonizowały nasz sposób patrzenia na świat. W kontekście prowadzonego nauczania, wspomniany jest nawet Jezus Chrystus! Nie wiem jak wy, ale ja zawsze chciałem się chociaż w minimalnym stopniu zainteresować poznawaniem filozofii żeby sławne nazwiska jak Nietzsche, Locke, Hegel kojarzyły mi się z czymś więcej niż ze zdaniem „Ktoś taki żył i jest sławny”. Jeżeli też macie takie plany, a zniechęca Was perspektywa wertowania wielotomowych zbiorów, to zapraszam do tej lektury.

Z całego serca polecam „Świat Zofii”. Nawet jeśli do tej pory zapomniałem z niej więcej rzeczy niż nadal pamiętam, to nauczyłem się jednej, jedynej, najważniejszej nauki. W życiu liczy się żeby nie stracić swojego wewnętrznego dziecka, ciągle dziwić się światem i nieustannie zadawać sobie pytania. Dzięki temu wzrastamy jako ludzie, a przypomniała mi o tym niezwykła książka.